Witamy w dziale "RODZICE A SZKOŁA"

Rodzice w szkole

 

Jak wspierać rodziców w tym, aby potrafili pomagać

swoim dzieciom uczyć się?

Wprawdzie rodzice już do szkoły chodzili i przechodzenie kolejnych szczebli edukacji wraz ze swoim dzieckiem niekoniecznie musi być marzeniem, czy potrzebą dorosłych, nie da się jednak nie pomagać dziecku, kiedy się je kocha. Dużo się mówi obecnie o rozszerzaniu zakresu uprawnień rodziców w szkole, współpracy z nimi. Uczyńmy więc szkołę przyjazną, nie tylko uczniom, ale i rodzicom.

Współpraca z rodzicami to nie tylko włączanie ich w działania menadżerskie i organizacyjne szkoły, opiniowanie wewnętrznych rozporządzeń, czy sprawowanie opieki podczas wycieczek i imprez szkolnych.

Wspaniale byłoby, gdyby nauczyciele zechcieli zasiadać wspólnie z rodzicami i zastanawiać się jakich metod użyć, aby dziecko łatwiej i trwalej zapamiętywało materiał z lekcji, potrafiło powtórzyć, przyswoić spory zakres treści do sprawdzianu, z określonym celem czytało lekturę.

Dlaczego zwykle uczeń nie wie, co będzie przedmiotem opracowania lektury, jakie zagadnienia będą poruszane i pod jakim kątem ma czytać?

Jak sprawdzać wspólnie z dzieckiem wypracowanie, aby mogło je samodzielnie poprawić?

Jak pomóc- nie pisząc ze swą pociechą- napisać rozprawkę, czy inną formę wypowiedzi pisemnej, kiedy nasz maluch, czy gimnazjalista ma z tym prawdziwy problem?

Pomyślisz z nadzieją … a może, rzeczywiście, wkrótce nie będzie zadawanych prac domowych i problem zniknie?

Niestety – nie chcę Cię rozczarować, ale bez względu na wynik obecnych pomysłów, propozycji w edukacji, uczeń zawsze będzie musiał utrwalać wiedzę, uczyć się w domu.

Jestem więc za tym, aby pomagać sobie nawzajem: nauczyciele - rodzicom, a rodzice, będący najlepszymi ekspertami w sprawie swych dzieci – nauczycielom.

Stwórzmy przyjazną atmosferę, w której Rodzice nie będą czuli się nauczani przez nauczycieli i zechcą uczyć się "nauczycielskiego rzemiosła", aby umieć pomagać swoim dzieciom w ich edukacyjnej karierze.

UWAGA!!!- NA STRONACH CODN - LEM znajdują się szczegółowe informacje :

Rada Rodziców

11 kwietnia 2007 r. Sejm wprowadził do ustawy o systemie oświaty prawo gwarantujące rodzicom autentyczny wpływ na edukację. Umożliwia ono rozwiązania podobne do obowiązujących we wszystkich demokratycznych krajach świata. Niezmiernie ważne jest, aby wszyscy dobrze poznali i zrozumieli obowiązujące prawo, gdyż nowa ustawa faktycznie obowiązuje od 1 września 2007.

Szkolenia e-learningowe zostały przygotowane w CODN dla dyrektorów, nauczycieli i przede wszystkim rodziców po to, aby uczynić szkołę miejscem autentycznej współpracy rodziców ze szkoła i poinformować rodziców o przysługujących im prawach, aby mogli świadomie z tego prawa korzystać dla dobra dzieci.

 

 

 

 

 Polecamy portal : www.rodziceweduakcji.pl oraz www.rodzice.org.pl

Urszula Macińska

Każdy daje, ile może,
czyli rodzice i nauczyciele w szkole freinetowskiej

Czytanie, pisanie, rysowanie, śpiewanie, liczenie, słuchanie, patrzenie, rozmawianie, myślenie, rozwiązywanie problemów, wątpienie, świętowanie, wybieranie, szukanie, wspłópraca....i wiele innych umiejętności charakteryzujacych mądrego człowoieka - to umiejętności, których nabywamy przez całe życie." Czy można nauczyc się ich w szkole?" - zapyta ktoś. "Można!" - odpowiedział pewien pan, który żył we Fancji na przełomie XIX i XX wieku. Nazywał się Celestyn Freinet i wymyślił sposób na zreformowanie tradycyjnego systemu edukacji. Założył, iż szkoła jest miejscem wspólnej pracy, a dzięki zwykłym czynnościom powtarzanym codziennie w szkole, takim jak rysowanie, pisanie, czytanie itd. dziecko odkrywa i rozwija swoje naturalne zdolności.

Proces kształcenia w znanych dziś na całym świecie szkołach freinetowskich uwzględnia różnice charakterów i możliwości uczniów. W jednej klasie uczą się dzieci z dwóch grup wiekowych. Na poziomie szkoły podstawowej: najmłodzsze zespoły składają się z trzy- i czterolatków; dalej są cztero- i pięciolatki i tak aż do ostatniej klasy, w której są dzieci czternasto- i piętnastoletnie. Taki podział na grupy wiekowe pomaga najmłodzszym w naturalny sposób uczyć sie zachowań i przejmować wzory od starszych kolegów. Starsi z kolei uczą się troszczyć i pomagać dzieciom młodszym od siebie. Na początku każdego tygodnia nauczyciel danego przedmiotu określa zakres materiału, który będzie realizowany przez kolejne pięć dni. W piątek zbiera zeszyty do sprawdzenia. Od ucznia zależy, ile pracy wykona w szkole, a ile będzie musiał nadrobić samodzielnie w domu, jeśli czas na lekcjach jest dla niego niewystarczający.

Stałym punktem każdego dnia jest wspólna rozmowa w kręgu. Jest to czas, w którym omawia sie wydarzenia szkolne (problemy, konflikty, sugestie, pytania do klasy), dzieli się swoimi doświadczeniami spoz szkoły ( omawia się np. wyprawę do kina z rodzicami, dziwny sen, nowa grę komputerową) i rozmawia o sytuacji na świecie ( wiadomosciach usłyszanych w telewizji, przeczytanych w gazecie). Zarówno w czasie tych rozmów, jaki na zwykłej lekcji dzieci uczą się wzajemnego słuchania, jasnego wypowiadania się i formołowania swoich myśl. Podstawową zasadą obowiązującą w całej szkole jest demokratyczne podejście do każdej osoby. Funkcja dyrektora jest w zasadzie umowna, bo każda klasa - czyli uczniowie i nauczyciel na równych prawach - decyduje o sobie samej. W takiej szkole swoje miejsce mają także rodzice. Ich rola nie ogranicza sie jedynie do roli gościa, który nieśmiało przemyka. Przeciwnie - rodzice mogą stać się pełnoprawnymi uczestnikami szkolnej zbiorowości i zaistnieć w niej na tyle, na ile pozwalają im czas, chęci, pomysłowość.

O tym, że można stworzyć taką szkołę, przekonałam się dzięki dwukrotnaemu kontaktowi z belgijską szkołą Freineta w Leuven. Za pierwszym razem spędziłam w niej tydzień, uczestniczyłam w lekcjach klasy złożonej z dziewięcio- i dziesiąciolatków. Kolejna wizyta była już dłuższa, bo trwała prawie miesiąc. Spędziłam też jeden dzień z klasą, która wyjechała na tydzień - w tym wyjeździe ważną rolę odegrali rodzice. Codziennie któraś mama przyjeżdż w porze obiadowej, żeby przygotowac posiłek i pomóc nauczycielowi w dodatkowych pracach. Dzień, w którym tu tafiłam, był jednym z ostatnich i na wieczór zaplanowano przedstawienie dla rodziców przygotowane przez dzieci. Pamiętam podekscytowanie i gorączkowe przygotowanie dzieci do występu, ale przede wszystkim szczególną atmosferę tamtego dnia, czułam się tam wspaniale. Dzieci już w szkole potraktowały mnie jak normalnego członka ich społeczności, nie zdziwiłam się więc, że i teraz moja obecność na obozie nie była dla nich czymś niezwykłym. Mama, która przyjechała, żeby ugotować obiad, chętnie skorzystała z mojej pomocy w kuchni. Z początku miąłm pewne obawy, czy nie jestem intruzem, czy nie burzę planów i czy rodzice nie będą mieli nic przeciwko temu, że sie tam zjawiłam. Jednak bardzo szybko poczułam się jak jeden z rodziców-wolontariuszy, któty przyjechał pomóc wychowawcy zająć się uczniami. Potraktowano mnie, jak kogoś, kto ma coś do zaoferowani i jest gotowy do uczestnictwa we wspólnym wyjeźdzeie. Nie byłm tam więc Gościem Specjalnym Numer Jeden, którym trzeba się zająć, tylko pełnprawnym uczestnikiem szkolnej wycieczki. Jeżeli ktoś miął ochotę ze mną rozmawiać czy pokazać mi okolicę - to poprostu to robił. Jeśl ja chciałm się czegoś dowiedzieć - zadawałam pytania dzieciom, nauczycielowi albo rodzicom.

Gdy teraz wspominam tamten dzień i cały pobyt w szkole, to widzę że moje wachania i obawy były związne z jakąś wewnętrznom barierą , wynikającą z przyzwyczajenia, że w szkole robi się to, na co pozwale nauczyciel. Mimo że wiedziałm o specyfice szkoły freinetowskiej, o tym, że ceni sie w niej własne zdanie inicjatywe i kreatywność każdego ucznia czy pracownika - dość długo posztrzegałam tamtą szkołę i klasę jako instytucję. A to nie jest instytuja, w każdym razie nie taka, w której ktoś decyduje o wszystkim, ewentualnie wysłuchuje poszczegónych propozycji, a potem je zatwierdza i wydaje oficjalna zgodę. Dlatego w miarę, jak kolejni dorośli dołączali do naszej "zielonej szkoły", coraz bardziej czułam, że jestem częścią tej specyficznej grupy. Wszyscy, którzy tam wtedy się zjawili, wygladali na zadowolonych i dobrze się bawili.

(...) rodzice moga stać się pełnoprawnymi uczestnikami szkolnej zbiorowości i zaistnieć w niej na tyle, na ile pozwalają im czas, chęci pomysłowość.

Niektórzy z rodziców mieli jakieś zadanie do wykonania - ktoś przywiózł sprzęt do odtwarzania muzyki, ktoś zajmował sie grillem a inni w oczekiwani na występy poprostu grali w piłkę z dziećmi albo spacerowali po okolicy. A jednocześnie nikt nie wyglądał na nie zadowolonego albo zmuszonego do przyjazdu i poświęcenia swojego cennego czasu. Odniosłam wrażenie że jest to raczej formalne spotkanie dobrych znajomych.którzy spotkali się po to, żeby spędzic chwilę ze swoimi dziećmi, odpocząć i dobrze się bawić - tym bardziej, że po dziecięcych prezentacjach miało odbyc sie przyjęcie przeznaczone dla dorosłych - tańce i rozmowy do białego rana.

Udział rodziców w szkołach wyjazdach oraz pomoc na długiej przerwie u maluchów czy opieka w drodze na basen wydają się naturalną formą aktywności rodziców.

Miałm podobne wrażenie dobrowolności i niewymuszonego wspłółdzialania ze szkołą, gdy obserwowałam najmłodsze klasy szkoły Freineta. Jeden dzień spędziłam w grupie trzylatków, i tutaj najwyraźniej przekonałam się, że udział rodziców przynosi korzyści zaróno szkole, jak i rodzinie. Ktoś z rodziców, kto pełnił dyżur danego dnia, przychodził na długą przerwę, by pomóc przy posiłku, posprzątoć po nim i zająć się dziećmi. W tym czsie nauczyciel mógł spokojnie zjeść drugie śniadanie i porządnie odpocząć, co w przypadku pracy z maluchami jest bardzo ważne. Pomysł genilany i prosty zarazem jest świetnym rozwiązaniem. która nie musi w ten sposób zatrudniac nowej osoby do pomocy. Poza tym dzieci mogą spędzać troche czasu z mamą lub tatą w warunkach szkolnych.Rodzice w tym czasie obserwuja, jak ich dziecko radzi sobie wśród rówieśników. Między wychowawcą i rodzicami dziecka nawiązuje się bliższy kontak.Rodzice sztarszych dzieci mają jedno zadanie w ciągu tygodnia - toearzyszenie klasie w drodze na basen i pomoc przy przebieraniu się. Poza tym w każdy piątek, na zakończenie dnia podczas wspólnego śpiewania odbywa sie prezentacja wszystkich klas, na które zaproszeni są też rodzice.

Ten miły zwyczaj piątkowego pożegnania odzwierciedla w zasadzie atmoserę panującą w szkole. Nie zauważyłam, aby stosowano tam przymus. Zarówno udział rodziców w szkolnych wyjazdach oraz pomoc na długiej przerwie u maluchów czy opieka w drodze na basen wydają się naturalną formą aktywności rodziców. Swoją obecnością i pomocą w przedsięwzięciach szkolnych niewątpliwie ułatwiaja pracownikom szkoły realizację program. I nie ma w tym nic z wkorzystywania "darmowej siły roboczej", czy wyręcznia nauczycieli w ich obowiązkach. Rodzice, których widziałam w akcji, pełnili swoje obowiązki bardzo naturalnie. Jeden z ojców, którego obserwowałam w czasie mojej wizyty u trzylatków, przyszedł do klasy swojej córeczki razem z najmłodszym synkiem. Widać było, że taki dyżur szkolny jest dla niego tym samym, czym codzienne sprzątanie domu. Na podłodze bawiło się jego najmłodsze dziecko, które cieszyło się, że może spotkać się ze starszą siostrzyczką.

Aktywność rodziców w szkole freinetowskiej to już nawet nie działanie na rzecz szkoły, lecz naturalne pełnienie roli rodzicelskiej. Przychodzi się do szkoły, aby nakarmic swoje dziecko, tak jak robi się we własnej kuchni. Nie można byłoby odnieść wrażenia takiej naturalności, gdyby nie założenia tej szkoły. Najważniejsze jest to, które mówi o współpracy i współodpowiedzialności za szkołę. I jak udało mi się zauważyć, nie są to puste hasła i zapisane na papierze postulaty.

Szkoła freinetowska naprawdę jest współtworzona przez rodziców, dzieci nauczycieli. Każda z wymienionych grup jest wspóltwórcą. Zarówno dzieci jak i dorośli mają w tej szkole swoje miejsce i wszyscy pełnią w niej jakąś rolę. Każdy coś do niej wnosi i czegoś się w niej uczy. Każdy daje tyle, ile może, nikt nie jest do niczego zmuszany.

Ale jest też coś co mnie samą bardzo zdziwiło - myślę tutaj o umiejętności brania, o której wspomniałam przy okazji opisu wyjazdu klasowego. Zobaczyłam, że zarówno nauczyciel, jak i rodzice nie mieli nic przeciwko mojej obecności, bo okazałm gotowość uczestniczenia w ich przedsięwzięciu. Zamiast pytać, po co tu jestem, skąd się wzięłam - po prostu przyjeli mnie do siebie, jak jednego ze swoich. Był to dla mnie znak umiejętności otwierania sie na drugiego człowieka, przyjmowania jego pomysłów i przyznanie mu prawa do pełnego uczestnictwa we wspólnym dziele, jakim jest szkoła.

To, co widziałam i czego doświadczyłam, umacnia mnie w przekonaniu, że szkoła, w której gościłam jest miejscem przyjaznym. Codziennie widziałm w niej uśmiechniątych rodziców, którzy z przyjemnością rozmawiali z nauczycielam, a gdy przychodzili po swoje dzieci, jeszcze długo po zakończeniu zajęć nie opouszczali szkoły. Podobnie zachowywały się dzieci, które zamiast biec do domu np. wolałay pograć jeszcze w piłkę razem ze swoimi kolegami z klasy. Dla mnie samo patrzenie na tych wszystkich zadowolonych ludzi było powodem do radości i czułam się tak jakbym do nich należała. Takie pozytywne uczucia zrodziły się we mnie, mimo że przyszłam na chwilę, tylko po to, by wzbogacić się poznawczo i nwet nie zauważyłm kiedy sama zaczełam coś z siebie dawać . Co zatem musi dziać się z ludźmi, którzy dłużej są związni są z tą szkołą.

 

Lucyna Kasjanowicz

Jak "oswoić" rodziców w szkole...

 

Każdy nauczyciel pracujący w szkole - nie tylko wychowawca klasy doskonale wie, jak cenna jest owocna wspópraca z rodzicami. Jest ona ważna nie tylko dla kondycji uczniów w szkole, ale również ze wzglądu na funkcjonowanie szkoły jako instytucji. Efektywna współpraca rodziców i nauczycieli może przynieść wiele dobrego przede wszystkim uczniom. Jakie kroki należy poczynić, by nawiązała się nić porozumieniai i chęć współpracy między szkołą a domem ucznia? Co może zrobić nauczyciel, a co powinien zrobić wychowawca klasy? Jak zbliżyc szkołę i dom rodzinny dziecka. Po pierwsze, powinniśmy starać się poznać rodziców. Próbujmy nawiązać kontakt już na pierwszym zebraniu rodzicielskim. Zazwyczaj podczas wrześniowych spotkań tylko wychowawca mówi kilka słów o sobie. Warto jednak porosić o przedstawienie się rodziców. Nie muszą mówić wiele o sobie, może to być jedynie:" Nazywam się Jan Kowalski. Jestem tatą Piotra". Dodatkowo możemy przygotować wizytówki dla każdego uczestnika spotkania - niewątpliwie przyczyni się to do szybszego poznania się. Okazuje się, że dzięki temu niektórzy rodzice nawiązują bliższe kontakty, a potm nawet rodzą się przyjaźnie. Oczywiście formułki grzecznościowe na powitanie nie wystarczą. wychowawca powinien poznać sytuacją zdrowotną i materialną swoich uczniów, wiedzieć, kiedy, kogo i jak należy wspomóc, czy wszystkich stać na kupno podręczników, na wycieczkę lub wyjście do kina..

Na pierwszym zebraniu rodzice powinni informację o pracy szkoły, a szczególnie klasy, do której uczęszcz ich dziecko. Powinni wiedzieć jakie są zającia obowiązkowe, a jakie formy pracy pozalekcyjnej proponuje szkoła z jakich podręczników będąkorzystać uczniowie i który nauczyciel uczy danego przedmiotu. Dzięki temu usprawnimy działnie rodziców i unikniemy wielu niezręcznych sytuacji, na przykład nie doświadczymy przekręcania imion i nazwisk nauczycieli. Nikt nie powie, że szuka pani o oryginalnym imieniu Lucjana ( co wydaje mi się bardzo zwyczjne).Być może żaden z naszych kolegów potem nie usłyszy: "Nie myślałem, że pan jest taki młody" Kiedyś jeden z rodziców zwrócił się do mnie na korytarzu z pytaniem,czy wiem gdzie można spotkać nauczyciela od polskiego .Zapytałam, o którego nauczyciela chodzi, gdyz w naszej szkole jest czterech polonistów.Widząc zaskoczenie na jego twarzy, zapytałam, w której klasie jest syn.Okazało się, że to ja byłam owym poszukiwanym poloniostą.

Skuteczne i owocne jest prowadzenie zebrań przy "okrągłym" stole.Powinniśmy ustawić ławki tak , by każdy widzial każdego. Dzięki temu prostemu zabiegowi wszyscy poczują, że omawiane problemy i zagadnienia w równym stopniu dotyczą każdego z obecnych. Unikniemy wówczas sytuacji znanej z lekcji, kiedy do aktywności poczuwają się tylko osoby siedzące w pierwszych rządach.

Do każdego zebrania z rodzicami zawsze trzeba przygotować się bardzo starannie. Okazuje się bowiem, że spraw istotnych jest wiele, a czsu mało. Niezwylke ważne jest przygotowanie harmonogramu spotkania (co, mam nadzieją wsyscy wychowawcy czynią), w który zostanie wyszczególnione to o czym chcemy rodziców poinformować, co dokładniej mówić, a co tylko zasygnalizowac.Oczywiści zawsze musimy przewidzeć czas na dyskusję i swobodną wymianę zdań lub podzielenie się wrazeniami. Cenna jest również umiejętność wyciągania wniosków przez wychowawcę z owej wymiany poglądów.

Rodzice uczniów powinni być na bieżąco informowani o sprawach klasy - nie tylko za pośrenictwem dzienniczków uczniowskich, ale również podczas zebrań rodzicielskich. Można wtedy zaprezentować harmonogram imprez i wycieczek przewidywanych w najbliższym miesiącu oraz poinformowac - wykorzystując różne atrakcyjne formy: plakaty, zdjęcia, sprawozdania uczniów - o tym co się wydażyło. Podczas zebrań właśnie uczniowie mogą opowiadać o różnych inicjatywach klasowych. Dzięki temu rodzice maja okazję poznać koleżanki i kolegów swoich pociech, albo przekonać się jak radzi sobie ich dziecko w nowej roli - sprawozdawcy. Oprócz regularnych, comiesięcznych spotkań proponuję wyznaczć raz w tygodniu termin spotkań indywidualnych. Często bowiem zdarzają się sprawy, które powinny byc znane tylko rodzicom i wychowawcy, ewntualnie pedagogowi szklonemu lub dyrektorowi.Taka rozmowa powinna być przeprowadzona w atmosferze porozumienia i zaufania, dlatego lepsze jest spotkanie w kameralnym gronie. Podczas indywidualnych spotkań łatwiej jest omawiać z rodzicami prace uczniów, analizować postępy w nauce, omawiać sprawy wychowawcze.

Musimy pamiętać, że nauczyciele i rodzice są w szkole partnerami, a naszym wspólnym celem jest dobro uczniów. Rodzice powinni być współtwórcami programu wychowawczego klasy. Mogą nie tylko pomagać w organizacji życia klasy, uczestniczyc w wycieczkac, ale równiez realizować niektóre z celów wychowawczo edukacyjnuch. Możemy zaprosić rodziców na lekcje, by opowiedzieli o tym, czym się zajmują, albo zaprezentowali swoje zainteresowania i pasje. Będzie to służyło nie tylko integracji klasy, ale również przyczyni się do rozwoju zinteresowań naszych uczniów. Integracja społeczności klasowej ( nauczyciele, uczniowie, rodzice) może się dokonywać w różnych sytuacjach. Niezwykle ważne jest wspólne świętowanie. Służy ono przede wszystkim nawiązywaniu bliższych kontaktów, lepszemu poznawaniu się społeczności klasowej czy szkolnej. Okazji do spotkań może być wiele. Bardzo owocne i intergujące są spotkania opłatkowe, także uroczystości z okazji Dnia Matki. na różne okazje możemy wraz z uczniami przygotować prezenty dla rodziców, np. tomiki wierszy, listy, laurki, papierowe anioły. Pozalekcyjne spotkania klasy dobrze służą integracji. Każdy gest płynący prosto z serca sprawi wiele radiości i satysfakcji. Dobre rady można by mnożyć. Myślę, że każdy nauczyciel ma mnóstwo różnych pomysłów. Najistotniejsze w relacjach między nauczycielami a rodzicami są, moim zdaniem, zrozumienie zaufanie oraz chęć wspólnego działania.

  prezentacja \\\"Na początek - zarys problematyki\\\" (Anna Rękawek)


 

www.rodzice.codn.edu.pl